Pranie koca z merynosa
Eliza miała koc z wielbłądziej wełny, który z uporem nazywała pledem. Może zresztą był to pled, bo prezentował się rzeczywiście bardzo okazale, jeśli chodzi o grubość nie miał sobie chyba równych. Eliza lubiła siadać w fotelu owinięta nim z książką w ręce i kawą lub lampką wina pod ręką. Wszyscy jej powtarzali, że lepszy byłby koc z merynosa, ale ona wiedziała swoje, że wielbłądzia wełna zimą jest cieplejsza niż z merynosa, a latem potrafi ochronić przed upałem. Tak uważając popijała właśnie różowe wino musujące, gdy lampka wyślizgnęła jej się z ręki i jej zawartość wylała się na drogocenny koc. Koc trzeba było wyprać, ale jak? Na sucho koc ważył dwa kilo, na mokro ważyłby pewnie z dziesięć. Koc z merynosa byłby za pewne lżejszy. Zrozpaczona Eliza nie wiedziała co robić. W końcu zdecydowała się zawieźć koc do pralni. Wybrała pralnię Perfect Clean, gdyż znajdowała się najbliżej jej domu. Oddając koc do prania wyłkała, że wszyscy jej mówili, że powinna była kupić koc z merynosa i że ko...