Pranie koca z merynosa
Eliza miała koc z wielbłądziej wełny, który z uporem nazywała pledem. Może zresztą był to pled, bo prezentował się rzeczywiście bardzo okazale, jeśli chodzi o grubość nie miał sobie chyba równych. Eliza lubiła siadać w fotelu owinięta nim z książką w ręce i kawą lub lampką wina pod ręką. Wszyscy jej powtarzali, że lepszy byłby koc z merynosa, ale ona wiedziała swoje, że wielbłądzia wełna zimą jest cieplejsza niż z merynosa, a latem potrafi ochronić przed upałem. Tak uważając popijała właśnie różowe wino musujące, gdy lampka wyślizgnęła jej się z ręki i jej zawartość wylała się na drogocenny koc. Koc trzeba było wyprać, ale jak? Na sucho koc ważył dwa kilo, na mokro ważyłby pewnie z dziesięć. Koc z merynosa byłby za pewne lżejszy. Zrozpaczona Eliza nie wiedziała co robić. W końcu zdecydowała się zawieźć koc do pralni. Wybrała pralnię Perfect Clean, gdyż znajdowała się najbliżej jej domu. Oddając koc do prania wyłkała, że wszyscy jej mówili, że powinna była kupić koc z merynosa i że koc z merynosa byłby na pewno łatwiejszy do wyprania. Pracownik Perfect Clean uspokoił ją jednak, że za równo koc z merynosa, jak koc z wielbłądziej wełny pierze się dość podobnie i że on sam też posiada koc z wielbłądziej wełny. Pocieszona Eliza wróciła do domu i przez całe osiem dni czekała niecierpliwie na telefon z pralni z informacją, ze jej koc jest już wyprany.
Doczekała się w końcu i pognała, jak na skrzydłach, go odebrać. Koc był czyściutki i mięciutki. Pachniał też obezwładniająca, więc Eliza płacząc tym razem ze szczęścia dziękowała i dziękowała, i nie mogła przestać dziękować pracownikowi Perfect Clean. Zapewniła też, że kiedykolwiek w przyszłości poplami swój koc, na pewno przyniesie go do wyprania do Perfect Clean właśnie.
Komentarze
Prześlij komentarz