Prania koca polarowego

Alina lubiła w sobotnie ranki zasiąść pod kocem w łóżku, oprzeć plecy o poduszkę opartą o ścianę i pijąc kawę albo gorącą czekoladę zagłębić się w książce. Tego ranka wybór padł na czekoladę, więc gdy przestraszona nagłym dzwonkiem telefonu Alina wywróciła kubek, na kocu pojawiła się plama. Zanim Alina skończyła rozmawiać ze swoją mamą, zanim wstała, założyła książkę, wyniosła kubek do kuchni, plama zdążyła pięknie zaschnąć. Co było robić, trzeba było koc wyprać. Koc był z polaru, a Alina miała już niedobre doświadczenie prania polaru. Kiedyś wyprała polarową bluzę, niestety, temperatura prania okazała się dla polaru za wysoka. Dlatego tym razem wyjęła wszystkie rzeczy z pralki i włożyła do niej tylko swój polarowy koc, nastawiła najniższą temperaturę prania, jaką oferowała jej pralka, aby wyprany koc z polaru nie okazał się po wypraniu sztywny oraz krótki i wąski. Żywiła też nadzieję, że dolanie płynu zmiękczającego pomoże w utrzymaniu koca w cudownej miękkości. Oddać koc do pralni? Nie, taka myśl się nawet w głowie Aliny nie pojawiła. Pralnie, jej zdaniem, były dla tych, którzy mieli błękitną krew i nie chciało im się rączek zmęczyć. Koleżanki przekonywały ją, że to nie prawda, że teraz każdy korzysta z pralni, że to bardzo wygodne, bo w pralniach, takiej na przykład jak Perfect Clean, pracują wykwalifikowani ludzie. Argumenty trafiały jak grochem o ścianę. Alina do wszystkiego w życiu dochodziła metodą prób i błędów. Tym razem próba się powiodła. Polarowy koc po wypraniu był miękki, ciepły i we właściwym rozmiarze, a plama z czekolady zniknęła.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prasowanie lnianej koszuli

Pranie firan. Jak prać firany w pralce?

Karta Extraprofit, czyli pragmatyczny prezent na Dzień Chłopaka