Jak pranie marynarki uratowało wykład inauguracyjny profesora Pralnickiego
Profesor Arystoteles Pralnicki siedział w swoim domowym gabinecie i był zajęty przygotowywaniem konspektu do wykładu, który miał wygłosić podczas inauguracji roku akademickiego. Dawniej w trakcie takich prelekcji nigdy nie posiłkował się notatkami, gdyż był doskonałym mówcą i zawsze wiedział, co w danym momencie należy powiedzieć. Jednakże ostatnio odnosił wrażenie, że jego pamięć nieco szwankuje, dlatego też tym razem postanowił przygotować sobie zarys wystąpienia. Był tak pochłonięty tym zadaniem, że nie przyszło mu nawet do głowy, iż przed rozpoczęciem roku akademickiego czeka go jeszcze pranie marynarki.
Kilka dni temu jego piękna, utalentowana, o dwadzieścia lat młodsza żona wyjechała do sanatorium, gdyż ostatnio nieco podupadła na zdrowiu. Przed wyjazdem perfekcyjnie wyprała i wyprasowała mężowski garnitur, zależało jej bowiem na tym, by jej ukochany pięknie się prezentował podczas wykładu inauguracyjnego. Trochę obawiała się, że jej wybitny, nieco roztargniony małżonek może zapomnieć o różnych prozaicznych rzeczach, takich jak np. pranie, prasowanie, sprzątanie czy nawet jedzenie, dlatego też poprosiła swoją sąsiadkę, panią Krysię, żeby czasem do niego zajrzała. Poleciła też Arciowi (bo tak się do niego zwykle zwracała), by nie zajmował się praniem i prasowaniem ubrań i żeby brudne rzeczy najlepiej zanosił do znajdującej się nieopodal pralni Perfect Clean.
Profesor siedział przy swoim biurku i zamiast pisać, z rozrzewnieniem wspominał czasy studenckie. Ten nostalgiczny nastrój prawdopodobnie był pokłosiem wczorajszego przyjęcia urządzanego z okazji rocznicy ślubu jednego z przyjaciół, którego poznał na początku swojej akademickiej przygody. Był tak pochłonięty myślami, że nie usłyszał pukania do drzwi. Nagle ze zdumieniem skonstatował, że ktoś do niego mówi. Była to sympatyczna pani Krysia z mieszkania naprzeciwko.
Kobieta z przerażeniem dostrzegła walającą się na podłodze marynarkę, na której widniały ślady jedzenia i plamy z czerwonego wina. Powiedziała profesorowi, że z przyjemnością wyprałaby i wyprasowała mu ten element garderoby, ale akurat musi jechać do córki, żeby pomóc jej w opiece nad chorym mężem. Zaproponowała jednak, że po drodze zaniesie tę nieszczęsną marynarkę do pralni Perfect Clean i poprosi swoją koleżankę, która tam pracuje, żeby szybko i skutecznie się nią zajęła.
Wreszcie nadszedł wyczekiwany przez profesora dzień. Okazało się, że jak zwykle wygłosił bez kartki fascynujący wykład, którego młodzież akademicka wysłuchała z zapartym tchem. Cieszył się również z tego, że wspaniale się prezentował w świeżo wypranej i wyprasowanej marynarce i że dzięki temu jego wykład wypadł wręcz perfekcyjnie.
Komentarze
Prześlij komentarz