Suknia na ostatnią chwilę
Bernadeta, przez znajomych zwana Bunią, za osiem dni miała
wziąć ślub. O suknię ślubną się nie martwiła, bo miała wystąpić w tej samej
sukni, w której trzy lata temu wystąpiła na swoim ślubie jej siostra
Franciszka, przez znajomych zwana Funią. Tego dnia Funia przyniosła Buni suknię
w pięknym, płóciennym pokrowcu. Jednak, kiedy ów pokrowiec został zdjęty
okazało się, że na sukni znajduje się kremowo-szara plama. Przyszła panna młoda
uderzyła w płacz, jej siostra pytała wszystkich o to, jak to mogło się stać i w
tym momencie pojawił się przyszły pan młody Paweł. Najpierw przytulił
narzeczoną, a potem powiedział, że to się załatwi. Zapytał Funię z jakiego
materiału jest suknia ślubna, którą trzeba wyprać. Ta odparła, że z jedwabiu.
Wyposażony w żądaną wiedzę już nic nie mówiąc więcej zabrał suknię ślubną i
pojechał. Pojechał do pralni Perfect Clean. Wiedział, że gdzie jak gdzie, ale
tam na pewno zajmą się suknią rzetelnie, sumiennie i dokładnie. Pranie sukien
ślubnych z jedwabiu wymaga prania chemicznego, o czym poinformował Pawła
pracownik pralni Perfect Clean, dodał też, że suknia ślubna będzie wyprana i do
odbioru za tydzień.
Nadszedł dzień ślubu. Sukni nie było, a Bunia tonęła we
łzach. Msza miała się zacząć o osiemnastej. Była prawie siedemnasta, a wypranej
sukni ślubnej ani widu. O siedemnastej trzydzieści pięć, kiedy Bunia była
pewna, że ślub się nie odbędzie, wpadł Paweł. Bunia popatrzyła na niego oczami
pełnymi łez, a on wyjął z pokrowca wypraną suknię ślubną. Radości nie byłoby
końca, gdyby nie to, że trzeba było szybko jechać do kościoła w wypranej sukni
ślubnej, która wyglądała, jak nowa.
Komentarze
Prześlij komentarz