Jasne buty na biwaku
Miśka i Piotrek wybrali się na biwak. Wzięli ze sobą namiot, karimaty, śpiwory, a także spirytusową kuchenkę, dwa garnki i trochę przypraw. Nad jezioro na zachodnim Pomorzu przyjechali w piątek wieczorem i chcieli spędzić tu czas do następnego piątku lub soboty. Rozstawili namiot, zjedli kanapki, które im zostały z podróży i poszli spać. Następnego dnia z samego rana wybrali się do pobliskiego miasteczka po chleb, jaja, ser i haczyki do wędki, bo Piotrek zapomniał ich wziąć z domu. Droga prowadziła przez niezbyt gęsty las. I właśnie na tej drodze Miśka wdepnęła w coś miękkiego i obrzydliwego. Jej jasne buty miały teraz kolor brudno brązowy i co tu dużo kryć, nie pachniały zbyt pięknie. Miśka się rozpłakała i powiedziała, że do miasta nie idzie, bo jak ją taką ludzie zobaczą… Piotrek zostawił więc ją na skraju lasu i dalej poszedł sam. Do haczyków i produktów spożywczych dołączyła jeszcze soda oczyszczona. Pamiętał, jak jego babcia czyściła swoje buty roztworem sody oczyszczonej w wodzie. Gdy wrócili przed swój namiot, Piotrek nabrał do jednego z garnków wody z jeziora i rozpuścił w niej sodę oczyszczoną. Wziął jasne buty Miśki i zaczął czyścić buty roztworem. Pralni nie było w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, a tym bardziej ich ulubionej pralni Perfect Clean. Wyjechali specjalnie na odludzie, żeby mieć czas tylko dla siebie. Gdyby byli w Warszawie, oddaliby buty do pralni Perfect Clean, aby je wyczyszczono. Tutaj jednak musieli sobie radzić sami. Po godzinie namaczania i szczotkowania butów w sodzie oczyszczonej odzyskały one swój piękny jasnożółty kolor i pachniały o wiele lepiej.
Komentarze
Prześlij komentarz